Wizyta u bioenergoterapeuty

Wizyta u bioenergoterapeuty

W piątek rano pojechaliśmy na Górny Śląsk, wizyta była o 4 po południu. Mieliśmy zapas 2 godzin, więc po drodze zatrzymaliśmy się w Ojcowie. Droga była daleka i mecząca, ja zaczęłam odczuwać zmęczenie i stres. Na miejscu Krzyś nie chciał się rozebrać, nie wiedział czego od niego chcą i co będą z nim robić, a ja nie wytłumaczyłam mu wcześniej czego Pan będzie od niego oczekiwał i co mu robił. Po kilku minutach przerażony w końcu zdjął buty i wszedł do pokoju. Nie chciał odpowiadać na pytania, mówił sam do siebie. W takim razie Pan przyłożył ręce do głowy Szymkowi. Szymon szybko się znudził. Jak tylko Krzyś zobaczył o co chodzi sam nieproszony usiadł i Pan również jemu przyłożył ręcę do głowy. Pan bioenergoterapeuta powiedział, że się tego nie spodziewał i że Krzyś bardzo fajnie reaguje. Chwilkę rozmawialiśmy, kiedy Pan usiadł na krześle, Krzyś ponownie usiadł przy nim, chciał aby Pan powtórzył swój seans, co też uczynił. Pan bioenergoterapeuta powiedział nam, że musimy do niego przyjechać co najmniej jeszcze trzy razy, wtedy oceni i powie nam czy pomoże Krzysiowi i czy jest sens do niego przyjeżdżać.

W weekend nie podałam Ala. Krzyś jakby lepiej się zachowuje, nie wiem czy mam takie wrażenie. Więcej powtarza i zaczyna to być czasami denerwujące, bo powtarza po nas każde słowo jak papuga. Zagaduje również mnie, próbuje się komunikować. Są też bunty, ale nie są to typowe dla autyzmu histerie, których nie można opanować, raczej jest to bunt jak u każdego innego dziecka, np. w sutyacji kiedy nie chce rysować tylko się bawić. Wtedy przyjmuje postawę protestu i głośno mówi "nie". Bez agresji czy autoagresji, tak normalnie, tylko bez spontanicznej mowy.