Sierpień

Odtruwanie ze szczepionek wg Tinusa Smitsa - MMR Vaccine - Krzyś cykl I - tryb wolniejszy - 1M

25 i 28 sierpień, godzina 22:00 - po jednej dawce odtrutki MMR Vaccine w potencji 1M.

Mieliśmy chwile ciężkie, kiedy częściej się stymulował i często buntował, nie za bardzo też był zainteresowany pracą ze mną. Podczas tygodnia adaptacyjnego w przedszkolu zdarzało mu się "szarpać" ze mną i raz kopać nogami. Czasami sprawiał wrażenie całkowicie odpłyniętego, czasem też miałam wrażenie, że powrócił ten okres kiedy po szczepionce mmr zaczął nam "odpływać", zachowywał się podobnie jak wtedy kiedy miał 1,5 roku. Przez cały tydzień bawił się sam, nie tolerował obecności brata i często dochodziło do "spięć". Bardzo stawia na swoim, ponownie rzuca się na podłogę czy ziemię jeśli mu czegoś zabronię, próbuje coś ode mnie wymusić. Oczywiście nie na głowę, tak jak bywało to kiedyś, gdy jego zaburzenie wciąż postępowało, upada na bok i nie robi sobie krzywdy. Od podania 200 i 1M zauważyłam pogorszenie jego zachowania. Z tym że po 200CH było gorzej, raz gdy nie chciał jeść wygiął się do tyłu i uderzył mnie głową w nos, do tego znane już nam postękiwanie, zamiast mowy.

Kąpiel w owsie

Ostatni raz dzieci kąpane były w maju, wtedy to nic nie wyszło.

Dzisiaj u Szymona było troszkę robaków, bardzo mało, jedynie 3 razy smarowałam, ale wszystko wyszło za pierwszym smarowaniem, troszkę na pleckach, karku i ramionach, potem zauważyłam, że powyłaziły na łokciach gdzie spłynął cukier z mąką (smarowałam cukrem, bo nie miałam miodu).

U Krzysia było trochę więcej, na pleckach więcej na karku i na rączkach, również smarowałam 3 razy, nie było sensu więcej. Resztki dało się wytrzeć ręcznikiem.

Dzisiaj nie pojechaliśmy do przedszkola, obcięłam dzieciom włosy. Poza tym Szymon był o dziwo grzeczny, zawsze się mnie nie słucha, ale cały czas z nim rozmawiałam, razem robiliśmy kopytka, przyłączył się nawet Krzyś, on bardzo lubi grzebać w piachu lub ziemi, więc tutaj "odpłynał" przy mące.

Trzeci dzień tygodnia adaptacyjnego w przedszkolu

Dzisiaj byłam z nimi przedszkolu sama, wytrzymałam tylko 1 godzinę, a zajęcia odbywają się przez 2 godziny. Na początku udało mi się ich ustawić, dzieci siedziały przy mnie i bawiliśmy się jak wszyscy razem w grupie, Krzyś oczywiście tylko siedział, trochę płakał i z żalem patrzył na wszystkie zabawki. Potem znowu oglądanie sal, Krzyś był rozżalony, Szymon śmiało szedł z dziećmi i wszystko oglądał, nie było problemów z wyjściem z kolejnych pomieszczeń. Później siostra zaprowadziła nas do sali jakby gimnastycznej, tam zaproponowała zabawę w trzymanie wielkiej, okrągłej husty i robienie z niej fal, dzieci ciężko było opanować, chociaż Krzyś z początku siedział na moich rękach i płakał. Gdy już trochę się pobawili zarówno pod hustą jak na niej, siostra chciała aby dzieci usiadły razem z rodzicami w kółku na huście i tutaj zaczął się problem. Dzieci mnie nie słuchały, wyszarpywały się, musiałam ich ściągać ze środka husty, płakały, wrzeszczały, Szymon uderzał się do tyłu głową nie patrząc gdzie, uderzył Krzysia, więc wzięłam ich za ręce i wyszliśmy. Nie miało to żadnego sensu, skoro nie potrafią się posłuchać, zrozumieć sensu zabawy w grupie, a jedynie szarpać ze mną aby postawić na swoim. Wróciliśmy do domu na piechotę, przez 2 osiedla, chłopcy byli bardzo zmęczeni.
Jutro nie pojadę już z nimi do przedszkola.

Drugi dzień tygodnia adaptacyjnego w przedszkolu

Dzisiaj przyjechaliśmy z tatą. Ja pilnowałam Szymona, tata Krzysia. Chcieliśmy, aby Krzyś pobawił się trochę w zabawy grupowe, ale on płakał, kwękał i zupełnie nie korzystał z tych zabaw. Dla niego największą tragednią było zabranie mu grzebyków i szczotek, które zdąrzył już sobie wziąć do zabawy. Siostry chciały pokazać nam inne pomieszczenia, najpierw wyszli sami rodzice, ja powiedziałam Szymkowi gdzie idę i że zaraz wrócę, nie płakał. Później wyszliśmy z dziećmi, Szymon poszedł z tatą, Krzyś oczywiście zrobił scenę, wrzask, rzucanie się na podłogę (co już dawno, dawno się nie zdarzało) i totalny protest, w końcu wzięłam go na ręce na siłę i tłumaczyłam gdzie idziemy i po co. Nie chciał wejść do sali, ale gdy zobaczył światełka (sala integracji sensorycznej bardzo ciekawie urządzona) ponownie zachowywał się jak dzikie zwierzę, zamiast spokojnie poznawać przedmioty on podskakiwał i wszystkiego dotykał zbyt silnie i mocno, wręcz uderzał w przełączniki i fiksował się kolorami. Na sam koniec była kolejna scena, na hasło siku rzucanie się na podłogę i kopanie, nie chciałam, aby kopnął jakieś dziecko, przytrzymałam go i do ubikacji. W domu Szymon był zmęczony i zasnął.

Tydzień adaptacyjny w przedszkolu

Dzisiaj pierwszy dzień tygodnia adaptacyjnego w przedszkolu. Pojechaliśmy autobusem, bez taty. Krzyś od samego wejścia biegał po sali i zachowywał się tak jakby nigdy nie widział zabawek, kompletnie nie chciał do mnie podejść, Szymon siedział przy mnie zawstydzony i nawet udało się nam coś namalować na kartce. Był trochę problem z wyjściem, ponieważ Krzyś się ostatnio bardzo buntuje i chce postawić na swoim, nie chciał oddać klocków, to był jakiś płotek. Szymon cały czas mnie pilnował i "monitorował" gdzie jestem, Krzyś jedynie zerkał.

Po powrocie do domu byli chyba zmęczeni, Szymon jak zawsze nadpobudliwy i pełny energii, zamiast położyć się spać piszczał, dokuczał Krzysiowi i się nie słuchał. W końcu o 17 padli, obudziłam ich tylko na bajkę i kolacje, po kąpieli poszli dalej spać.

Szymon - sekretyna homeopatyczna

Przez 2 tygodnie, codziennie Szymon dostawał sekretynę homeopatyczną.

Nie zauważyłam u niego szczególnej poprawy. Coraz lepiej mówi, czasami wręcz gada na okrągło, ciągle coś pokazuje, nazywa i oczywiście wszystkich zaczepia. Gdy wstaje rano czasami robi mi wywiad: "gdzie tata, gdzie wujek, gdzie Mateusz, a Krzysio śpi, gdzie dziadziek, babcia w kuchni itd."

Poza tym wszystko psuje, zabawki i narzędzia dziadka. A mnie o mało co nie zabił drzwiami. Gdy pakowałam słoiki do toreb, byłam nachylona razem z babcią, niedaleko stały drzwi oparte o ścianę, Szymon myślał, że coś jest za drzwiami i chciał to zobaczyć, drzwi się przewróciły, poszułam jedynie podmuch powietrza po plecach, gdybym była wyprostowana dostałabym drzwiami po głowie. Agent z niego wręcz zabójczy, szukuje się ciekawe i pełne przygód życie z Szymonem.

Powrót do domu, koniec wakacji

Wczoraj, w niedzielę cały dzień padało, chwilami przestawało, ja pakowałam torby do samochodu, ponieważ tego dnia już wracaliśmy do domu. Krzyś biegał i go widziałam, gdy poszłam do domu na chwilę już go nie było, tata szukał go wszędzie, Krzyś był już na drodze i dochodził do skrzyżowania z bardziej ruchliwą drogą. Nie wiem co mu chodzi po głowie i po co się tak oddala, ale w domu, kiedy dostawał ochran, miał minę jakby chciał powiedzieć "poszedłem sobie żebyście mieli spokój". Nie rozumie go, nie wiem co czuje i myśli, nie znam go.

Mimo wszystko był już chyba stęskniony za swoim domem, ponieważ od kilku dni strasznie chciał bawić się w samochodzie dziadka, no i pchał się do naszego kiedy tylko przyjechał tata.

I na sam koniec w niedzielę, gdy chciałam nakarmić Krzysia on wygiął się do tyłu (tak jak robił to 3 lata temu po mmr) i uderzył mnie "z główki" w nos, aż "zachrząkała" chrząstka, myślałam, że złamał mi nos. Więc jeszcze przez cały poniedziałek boli mie głowa, nie ma siniaka, ale jest ból.

Odtruwanie ze szczepionek wg Tinusa Smitsa - MMR Vaccine - Krzyś cykl I - tryb wolniejszy - 200CH

18 i 21 sierpień, godzina 22:00 - po jednej dawce odtrutki MMR Vaccine w potencji 200CH.

Przez cały ten tydzień byliśmy na wsi. Krzyś zainteresował się tym, co robił dziadek. Dziadek tynkował jeden budynek na działce, a Krzyś podszedł do niego i powiedział "dziadzia klei". Raczej nie zdarzało mu się wcześniej powiedzieć coś takiego od siebie, w sytuacji kiedy nie ma jakiegoś "interesu".

 

Tata uczył go pływać w basenie. Razem się pluskaliśmy, uwielbia wodę, w czasie zabawy powiedział "mamę" i ochlapał mnie wodą, potem powiedział "tatę" i też go ochlapał, i tak samo z bratem. Gdy maż plywał z Szymonem on również chciał tak samo, ale nie ze mną tylko mówił "tata". To jedne z nielicznych sytuacji kiedy tak spontanicznie coś mówi od siebie, w zasadzie to zaskoczył mnie, bo nie przypominam sobie żeby tak chętnie mówił coś, jego mowa ogranicza się do powtarzania po mnie wyrazów.
Zachowanie ciekawe, jesteśmy na wsi więc ma możliwość wybiegania się, gania kaczki, kury i kota, nauczył się go ładnie głaskać. Próbuje też zabijać muchy, stał się bardziej świadomy i zwraca uwagę na otoczenie, jest nim zainteresowany. Reaguje na imię, stawia na swoim, jasno daje do zrozumienia, że nie ma ochoty się nas słuchać, lub nie chce jeść czy pójść z mamą do domu. W ogóle chłopaki wykręcają mi ciekawe numery. Szymon siadł do 3-kołowego rowerka, Krzyś go pchał i tak poszli sobie na spacer, na drogę, chociaż im nie wolno, zawsze tak spacerują z wujkiem lub ciocią. Później Szymon mówi do Krzysia "idziemy na drogę", to taki mały dyrektor.
Jest trochę stymulacji - ciągłe trzymanie przedmiotów w dłoniach i czasami syczenie, przepuszczanie powietrza przez buzie, ale już nie tak nagminnie jak dawniej.

Odtruwanie ze szczepionek wg Tinusa Smitsa - MMR Vaccine - Krzyś cykl I - tryb wolniejszy - 30CH

11 i 14 sierpień, godzina 22:00 - po jednej dawce odtrutki MMR Vaccine w potencji 30CH.

Krzyś miał kiepski apetyt, jadł bardzo mało, trzeba go było przekonywać i namawiać szczególnie na obiad, koktajlu też nie chciał pić. Jesteśmy w tym czasie na wsi, więc obserwacje są inne niż w domu. Z jednej strony pilnuje mnie, woła mnie mówiąc "mama", płacze i wybiega za mną na ulicę, gdy żegnam się z tatą lub gdy musiałam jechać na zdjęcie szwów (uraz nogi). Z drugiej zaś strony jest odizolowany, sam się bawi, nie nawiązuje kontaktu z innymi i wybiega nam na ulicę, ciągle go szukamy i wołamy. Tłumaczenia nic nie dają, chodzi własnymi ścieżkami. Nie wiem czy on rozumie wszystko co się do niego mówi, ale jeśli nie chce zjeść obiadu, a ja obiecam mu np. kawałek czekoladki na deser, jeśli tylko zje, wtedy zjada. Zauważyłam też, że jeśli już nie chce jeść zamyka buzię, odwraca głowę i robi śmieszną minkę. Jeśli na czymś mu zależy lub nie, potrafi powiedzieć „nie chce” lub powtórzy jakieś słowo.

Wyjazd na działkę

W domu dzieci bardzo się nudziły. Ja trochę posprzątałam i poprałam. Z powodu bólu i szwów nie mogłam zbytnio się poruszać. Dlatego mąż zawiózł mnie w środę na działkę. Pierwsze dwa dni padał deszcz. W czwartek pojechaliśmy na pogotowie w nadziei, że zdejmą mi szwy, ale było za wcześnie. Krzyś bardzo to przeżywał, dwa razy uciekł babci z działki, raz w pola, innym razem na drogę, chyba mnie szukał. Nie było nas tylko godzinę, ale gdy wróciliśmy od razu do mnie przybiegł i zaczął się przytulać. Tego dnia było marudny, nie chciał jeść już od rana, trzeba go było namawiać, był bardzo marudny. Wpadł nam do dołu i był cały w glinie. Potem ja wyjechałam na godzinkę. A wieczorem, gdy tata wracał do domu i chciałam go pożegnać, rozpłakał się gdy zobaczył, że żegna się z nim tata i mama też wychodzi. Ponownie się do mnie przytulił mocno, gdy wróciłam. Szymon nie reaguje w ten sposób. Jemu wystarczy powiedzieć, że mama zaraz przyjdzie, bo chce pożegnać tatę, rozumie.

Wypadek i empatia Krzysia

Było bardzo gorąco, dzieci karmiłam w biegu na dworze. Szymon cały czas bawił się na dworze, bardzo się opalił. Po południu zrobiłam coś głupiego. Szłam do wychodka, ale biegł na mną Szymon, aby mu uciec weszłam w krzaki za budynkami, gdy Szymon odszedł, ja postanowiłam wyjść inną drogą niż weszłam, nie zauważyłam żelastwa jakie leżało wśród krzewów, zahaczyłam nogą o wystający pręt i rozcięłam nogę. Mdleję na widok krwi a panikuję jeśli coś takiego mi się przytrafia. Historia potoczyła się nieciekawie, straciłam przytomność, przyjechała karetka i zabrała mnie na pogotowie. Na pogotowiu, przed szyciem zaliczyłam jeszcze szczepionkę przeciw tężcowi, po której bolała mnie ręka.
Szymon chyba nie zdawał sobie sprawy co się stało. Krzyś od razu do mnie podszedł, zauważył bandaż na nodze i przyniósł mi herbatniki, zupełnie sam, ze swojej woli, co mu się nie zdarzało. Gdy trochę leżałam w domu siedział przy mnie, gdy chodziłam z kulą bardzo to przeżywał, miał łzy w oczach, zakrywał buzię rączkami i coś mówił do siebie, wypowiadał słowo mama. Odkąd jesteśmy na działce mówi do mnie mama, woła mnie tak jak mnie szuka, nawet głośno.
Następnego dnia, gdy już nie używałam kuli brał mnie za rękę i ze mną chodził. To było wzruszające.
Szymkowi natomiast tłumaczyliśmy, że mamę boli nóżka i tak powtarzał.
W niedzielę wróciliśmy do domu.

Krzyś - przerwa między odtruwaniem z DTP/Hib/Polio a MMR

Pojechaliśmy na działkę. Dzieci biegały na dworze do późna. Krzyś szybko zasnął, Szymon gadał przez 50 min. do wszystkich, a później sam do siebie komentował reklamy w telewizji. W środę i czwartek robiłam ogórki, dzieci biegały, kąpały się w basenie. Krzyś w środę pojadł trochę ciasta, w czwartek miał lekką biegunkę. Dzieci opaliły się na słońcu. W piątek po popołudniu Krzyś poszedł spać, gdy go chciałam obudzić miał drgawki, temp. 37,8o C, trochę pospał i chciał wstać. Gdy go ubrałam ciepło miał 38o C. Nie chciał kompletnie nic jeść, tylko pić. W nocy miał już 39o C. Przez cały piątek prawie nic nie jadł. Nie wiem skąd ta gorączka, może ma to związek z biegunką, a może to ze słońca, w każdym razie nie miał ani kaszlu, ani kataru, sama gorączka. Właściwie cieszy mnie ona, gdyż Krzyś miał zawsze nie więcej jak 38,5o C, a tutaj doszła już do 39o C. Znosił ją dobrze, jednak miał bardzo suche usta i poiłam go w nocy.